INNE

Dynia z ciecierzycą i kilka opowieści o Indiach

Dynia z ciecierzycą

Składniki:
Kawał dyni
1 cebula
3 ząbki czosnku
puszka mleczka kokosowego
puszka ciecierzycy
2,3 ziemniaki
opcjonalnie kawałek kalafiora

Przyprawy:
1 łyżeczka przyprawy garam masala
½ łyżeczki kurkumy

Jak to zrobić?

Pokrojoną cebulę/ czosnek razem z przyprawami wrzuciłam na patelnię. Po kilku minutach dorzuciłam pocięte ziemniaki i odsączoną ciecierzycę.

Po 5-8 minutach, to samo zrobiłam z dynią i kalafiorem. Jak wszystkie warzywa były lekko podduszone w przyprawach wlałam mleczko kokosowe.

Mieszamy i gotujemy aż wszystkie warzyw będą miękkie. Sos powinien zrobić się gęsty i kremowy.

Gotowe.

 

Dynia z ciecierzycą to jest odkrycie ostatnich dni, dla mnie. Zacznijmy od tego, że ja do tej pory używałam mało przypraw. Jeśli już to były to zioła, sól i od wielkiego dzwonu pieprz. Aa zapomniałam o cynamonie- tą przyprawę uwielbiam od dziecka!

Potem zaczęło się coś zmieniać. Polubiłam pieprz kajeński, kurkumę, Dzięki książce „Food Pharmacy“ zaczęłam też robić sobie szoty z przypraw, piszę ciut o tym o tu .
Po takim łyku oczy wychodziły mi z orbit a kawa stawała się zbędna.

Indyjskie jedzenie, przyprawy, były bardzo dalekie od moich kubków smakowych. Mam grupę przyjaciółek, które często jak się spotykamy zamawiają „hindusa“ –bo najlepszy na świecie. Ja za każdym razem brałam sobie naana- to taki pszenny placek. I tyle. Już zaczęły robić sobie ze mnie żarty. 😉

Wyjaśnię może najpierw moją niechęć do indyjskiej kuchni. Dawno, dawno temu wybrałam się do Indii z moim mężem. Podróż była moim pomysłem, przeczytałam morze książek o kulturze, trochę beletrystyki. Chciałam się przygotować . Plan podróży był bardzo ambitny, od Delhi, aż po Bombaj.

Prawdę mówiąc, ta podróż była wielką lekcją pokory dla mnie i totalnego niezrozumienia tego co tam zobaczyłam. A uwierzcie, widziałam naprawdę sporo strasznych rzeczy. Poczułam, że do szpiku kości jestem europejska i po prostu nie rozumiem tego kraju.
Gorzej, wróciłam do Polski z takim nastawieniem, że nawet zapachy mocnych aromatycznych przypraw działały na mnie źle.

I tak minęło mi dziesięć lat. Po czym trafiłam na książkę „Shantaram” Gregorego Davida Robertsa.

I wpadłam jak śliwka w kompot. Ta książka wyjaśnia mi tyle rzeczy! To jest taka książka w która wpadasz jak w rwącą rzekę. Akcja dzieje się w Bombaju. Nie będę pisać o czym jest, ale oprócz głównego wątku, Indie są tu na pierwszym planie.

 

I wyszło na to, że oprócz przepisu podrzucam wam też pomysł na prezent świąteczny 🙂 .

xxx

 

Poprzedni

You Might Also Like