RECENZJE

Gdzie zjeść w Krakowie i Międzynarodowe Targi Książki

Jesień to nie jest mój ulubiony czas. Muszę mocno zadbać o to, by nie popadać w melancholię i różne inne smutki.
Jakiś czas temu zrobiliśmy w domu, listę rzeczy, które chociaż trochę poprawiają nastrój.
Na liście mamy francuskie filmy, horrory, spotkania towarzyskie i wyjazdy.

To moja ulubiona część. Podróże.

I tak trafił się Kraków.
Tak się złożyło, że w ostatni weekend października odbywały się tam Międzynarodowe Targi Książki. Niezły pretekst na wyjazd, prawda?

Z tej okazji do Krakowa przyjechała też moja przyjaciółka Zuza Zak  by promować swoją książkę POLSKA.
Już wspominałam wam o tej książce. To jest historia o polskiej kuchni. Pokazana przez pryzmat polskiej kultury, historii i przede wszystkim rodziny. I jest też o tym, że nasza kuchnia oprócz bigosu i pierogów ma coś innego do zaproponowania. Książka jest fantastycznie wydana i jestem bardzo, bardzo dumna z Zuzy, że ją napisała.

Nie wspominając, że jestem tam wspomniana 😉 Dwa razy!

Wracając do targów. Pierwszy raz uczestniczyłam w takim wydarzeniu. Ilość ludzi, która tam się pojawiła byłą zatrważająca. Poruszanie się było jakim koszmarem. Nie mówiąc, że bardzo było trudno dopchać się do stoisk, a co dopiero zapoznać z ofertą. Szkoda.

Organizacyjnie powinni to jakoś poprawić, choćby też ze względu na szatnię. Taka prozaiczna sprawa. Jedna szatnia na tysiące ludzi… No comment.

Jednak targi to tylko pretekst do wyjazdu. Kraków sam w sobie ma tyle atrakcji, że same targi były tylko dodatkiem.

Gdzie zjeść w Krakowie?
Odwiedziłam dwie restauracje.

Chaczapuri na ulicy Grodzkiej
Kuchnia gruzińska. Całkiem przyjemnie w środku, wino czerwona zacne, jednak same potrawy- mające bardzo ciekawe nazwy (lawasz czy chinkali), takie sobie. Pierogi niezbyt ciepłe- chociaż smaczne. Podpłomyk z kurczakiem i warzywami przypominał niedobrą pizzę. Baklawa serwowana była na gorąco, tak jeszcze jej nigdy nie jadłam.

Restauracja była oblężona przez ludzi więc zapewne cieszy się popularnością. Ja jednak, nie wybieram gruzińskiej kuchni w przyszłości.

Chimera na ulicy świętej Anny
To bar sałatkowy na parterze i restauracja w podziemiach. Piękne wnętrze. Mnóstwo antyków, surowa cegła, obrazy. Taki „krakowski“ klimat.
Mieliśmy do dyspozycji duży stół w mniejszej części sali. Było przytulnie i kameralnie.
Jedzenie tradycyjne: udko kaczki z kapustą czerwoną z ziemniakami, łosoś grilowany z warzywami, gęś po krakowsku z kaszą, gicz z daniela (what?).

To było bardzo przyjemne doświadczenie. Zamówiłam łososia z ziemniakami i pieczonymi warzywami. To był prosty obiad składający się z świetnych składników. Bez udziwnień. Prosto i pysznie.
Do tego toskańskie czerwone wino. Wieczór był ekstra.

Następnego dnia zawitaliśmy do Wesoła Cafe.
Miejsce polecane przez Trip Advisor. Trzeba zaklepać wcześniej stolik, bo jest bardzo oblegane! Trochę hipsterskie i głośne, ale kawę mają świetną. Omlet ze szpinakiem i fetą też, plus desery, plus kanapki. No, fajnie jest.
Motto ze ściany „Lepiej pić kawę niż nie” bardzo mi się podoba.

Hotel Europejski i herbata babuni
Nasz wyjazd zaczął się od kilku przygód. Pierwsza, tak dobrze nam się jechało, że niemal nie przegapiłyśmy swojej stacji rozmawiając nad herbatą z cytryną w Warsie.
Wyobraźcie sobie moją minę, gdy biorąc pierwszy łyk zobaczyłam, że jesteśmy już w Krakowie Głównym. Lekki popłoch 😉 .

Druga, miejsce w którym miałyśmy nocować okazało się być źle utrzymanym akademikiem za bajońską kwotę.
Jednak w 5 minut zareagowałyśmy i wylądowałyśmy w Hotelu Europejskim.
To miejsce jest rodem z innej epoki. Narzuty na łóżka z falbanami, zasłony z lambrekinami, stara lampa jak z domu babci. No trochę teatralnie. Hotel wymaga jeszcze dużych nakładów, ale ma styl, tego mu zarzucić nie można.
Wpisał się idealnie w atmosferę tego weekendu.
Na koniec naszego pobytu, spotkaliśmy się wszyscy w lobby hotelu gdzie zamówiliśmy herbatę babuni (8zł) i nalewkę wiśniową.

Herbata babuni, to rozgrzewający napój z konfiturą, owocami i jabłkiem. Idealnie pasował do klimatu miejsca. Podany też został przez panią kelnerkę, która emanowała sympatią, ciepłem i szerokim uśmiechem. To była naprawdę wyjątkowa kobieta, a uwierzcie sporo jadam na mieście i rzadko coś takiego mnie spotyka. Taki człowiek z duszą. Jakkolwiek górnolotnie to brzmi 😉 .
Do herbaty jeszcze mocno zmrożony kieliszeczek wiśniówki i trzeb było się pożegnać.

Takie weekendy to ja lubię.

Poprzedni Next Post

You Might Also Like

3 komentarze

  • Odpowiedź Natka 8 listopada 2019 at 21:02

    Ja zawsze będąc w Krakowie odwiedzam Kazimierz i bardzo klimatyczną knajpkę – Starą Zajezdnię, to miejsce ma w sobie coś wyjątkowego 🙂 A do tego smaczne jedzonko i swoje piwko! 🙂

  • Odpowiedź Arven 6 listopada 2016 at 15:14

    Targi to co roku nieprzebrane ilości masy ludzkiej, do której sama zwykle dołączam 😉 I tak jest już nieco lepiej, przez całe lata targi były zlokalizowane przy Centralnej i tam naprawdę nie było miejsca na NIC, z przemieszczaniem się włącznie. Największy błąd, jaki popełniają moim zdaniem organizatorzy, to lokowanie najbardziej obleganych stoisk w pobliżu tych miejsc, gdzie przecinają się drogi WSZYSTKICH uczestników – czyli np. przy wejściu/wyjściu, przy przejściach z hal itd. To chyba jedyne zastrzeżenie, jakie mam.

    Gdybyś jeszcze kiedyś była w Krakowie – dla atmosfery polecam Camelota na św. Tomasza, dla przyjemnego wystroju – Cafe Magia przy placu Mariackim , latem obowiązkowo Meho Cafe na Krupniczej i Good Lood (na placu Wolnica, chyba że jakimś cudem znajdziesz się w Nowej Hucie i bliżej Ci będzie do Alei Róż). Cupcake Corner (Michałowskiego, Bracka, Grodzka) dla doznań wizualnych i smakowych 🙂 Wesołej polecać nie będę, bo już byłaś, ale zawsze warto o nich jednak wspomnieć 😀

    • Odpowiedź admin 7 listopada 2016 at 12:47

      Dzięki za podpowiedz!! Następnym razem chętnie zajrzę do tych miejsc. W Camelocie byłam- tylko nie było gdzie usiąść ;), ale wpadnę na pewno!!

    Twój komentarz